Luty 4th, 2010

Jest sobie taki kraj w środku Afryki

Jest sobie taki kraj w środku Afryki, w którym co prawda dzieci biegają boso po podwórkach przed nierzadko glinianymi chatkami, gdzie tygodniowy brak prądu nie jest żadnym powodem by robić z tego jakieś halo, ale i tak od tego kraju możemy wiele się nauczyć, wiele mu zazdrościć, a już zwłaszcza podejścia rządu tego kraju do kwestii informatyzacji i internetu.

Takie właśnie przemyślenie, zresztą nie pierwszy raz, naszło mnie przed chwilą, gdy odkryłem, że na Twitterze można już śledzić co ma światu do powiedzenia rwandyjski rząd. Sprawdźcie sami: twitter.com/RwandaGov

Luty 4th, 2010

Diigo, lepsza wersja delicious

Mówię to szczerze: naprawdę lepsza.

Diigo.com to serwis pozwalający na przechowywanie naszych zakładek online, tak jak to wielu z nas zapewne zna z serwisu del.icio.us. Fun jednak z Diigo jest według mnie o wiele większy niż z jego pierwowzoru i postaram się wyjaśnić dlaczego. Nie będę opisywał podstawowych funkcji, które są wspólne dla obu serwisów, bo zakładam, że wszyscy, którzy z delicji korzystają, je znają (a jeśli ktoś nie korzysta niech wie, że dzięki gromadzeniu zakładek online, a nie bezpośrednio w przeglądarce, mamy do nich dostęp z każdego miejsca na świecie, możemy je tagować, dzięki czemu łatwo jest zrobić kolekcję stron związanych z jakimś tematem, dzielić się nimi z innymi i przeglądać co nasi znajomi właśnie dodali do zakładek [jeśli nie zachowali tego jako zakładkę prywatną] i co jest teraz top trendy czyli jakie strony na dany tag czy też ogólnie ludzie najczęściej zapisują [czyli coś a'la wykop]). Opiszę tylko te, których w Delicious nie spotkamy (chyba, bo może coś przegapiam).

Pierwszy duży plus to… integracja Diigo z Del.icio.us. I to w obie strony. Po pierwsze możemy sobie do Diigo zaimportować nasze zakładki z delicji (i kilku innych serwisów), zatem nic nie tracimy. Nie ma też ryzyka, że jak nam sie Diigo nie spodoba to zakładki w nim zgromadzone stracimy: w Diigo jest opcja aby każdą zapisaną zakładkę od razu serwis ten zapisywał także w naszych zakładkach w Delicjach, zatem z obu serwisów możemy korzystać cały czas naprzemiennie. Wypróbowując więc Diigo nic nie tracimy, nawet jeśli nam sie nie spodoba.

Drugi plus to coś co nazwę lepszą społecznowością Diigo niż Delicious. Tutaj zakładki są bardziej społeczne. Kiedy otwieramy jakąś zakładkę, otwiera się ona w ramce z dodatkowymi elementami z Diigo na górze i na dole. Można od razu zobaczyć kto dodał tą stronę do swoich zakładek, jaki komentarz do niej dodał i tak dalej. Dodatkowo Diigo pozwala nam tworzyć własne grupy zainteresowań i zapraszać do nich współzakładkowiczów. Czyli jeśli ktoś jest maniakiem kotów może stworzyć taką grupę lub do niej dołączyć i wspólnie z innymi osobami gromadzić informacje na ich temat. Może się przydać.

I na koniec coś co sprawia, że chce się powiedzieć wow (ale tak naprawdę nie korzystałem z tego póki co w sposób praktyczny): możemy sobie (znów wspólnie z innymi osobami) mazać po dowolnej stronie w internecie. Zobaczcie zrzut ekranu:

Możemy niby markerem zaznaczyć interesujące nas fragmenty, możemy w dowolnym miejscu przypiąć do strony notatkę, możemy zobaczyć jakie notatki przypieli inni (jeśli nie oznaczą ich jako private). Wygląda to bardzo fajnie, działa dobrze, ale przyznam, że jeszcze z tego nie korzystałem poza sprawdzeniem jak działa.

Oczywiście Diigo podobnie jak Delicious  oferuje wtyczki do popularnych przeglądarek ułatwiające korzystanie z wyżej wymienionych funkcji. Dodam, że wtyczka Diigo do Chrome jest o wiele lepsza niż ta delicjowa i to chyba było języczkiem u wagi, który sprawił, że przeszedłem na ten nowy serwis.

Diigo ma oczywiście też wady.

Diigo jest tylko po angielsku. Dla mnie nie jest to wada, ale uprzedzam Was, bo może część z Was nie zna tego języka.

Diigo ma mało użytkowników, więc póki co najczęściej dodawane do zakładek strony mają góra kilkadziesiąt punktów, a nie tak jak w Delicious kilkadziesiąt tysięcy. Co więcej chyba Diigo jest bardzo popularne wśród amerykańskich nauczycieli, bo najczęściej dodawane do zakładek strony to różne wpisy na temat oświaty w USA. Na szczęście jednak jak dodałem tam kilka stron odnośnie Wordpressa i tworzenia stron, to od razu znalazło sie kilkanaście/kilkadziesiąt ich współzakładkowiczów.

Więcej wad na razie nie stwierdziłem i mam nadzieję, że  nie stwierdzę, a wada w postaci braku użytkowników szybko zacznie się rozpływać. :) Jeśli przekonałem Was do zarejestrowania się w tym serwisie mam prośbę: kliknijcie “follow me” przy moim profilu. Nie żebym zbierał followersów, nie interesuje mnie to (chyba), ale po prostu chce zobaczyć czy przekonać się kogoś mi udało :)

Luty 3rd, 2010

Na co się zaszczepić przed wyjazdem do Afryki?

Ostatnio nieco postraszyłem Was, że jak do tej pory nie ma szczepionki przeciw malarii (co jest niestety prawdą), choć badania trwają i przynoszą dobre prognozy. Musicie jednak pamiętać – i podejrzewam, że większość z Was o tym wie – że malaria nie jest jedyną chorobą jaka nam w Afryce grozi, jednak na większość z nich na szczęście szczepionki istnieją.

Przed wyjazdem do Afryki musimy (to znaczy nie musimy, ale o tym niżej) zaszczepić na szereg chorób. Dokładnej listy nie potrafię Wam podać, bo jest ona na pewno specyficzna dla konkretnego regionu geograficznego. Po raz kolejny polecam tutaj stronę Centrum Informacji Medycyny Podróży, a szczególnie ich dział Pytań i Odpowiedzi.

Na pewno wśród szczepień, które warto wykonać będzie szczepienie przeciw wirusowemu zapaleniu wątroby typu A (WZW A). Choroba ta jest bardzo częsta w obszarach okołorównikowych i ryzyko jej zarażeniem jest duże. Pamiętajcie też o innych chorobach zaliczanych wraz z WZW A do grupy tak zwanych chorób brudnych rąk (łączy je właśnie fakt, że można zarazić się nimi wskutek spożywania posiłków w warunkach odbiegających od standardów sanitarnych), jak na przykład dur brzuszny.

Istotne jest także szczepienie przeciw żółtej febrze. Do wielu afrykańskich krajów nie można wjechać (a mówiąc ściślej: z nich wyjechać) nie mając potwierdzenia, że jesteśmy przeciw tej chorobie zaszczepieni, jest to wymóg WHO.

I jeszcze kilka niuansów, o których warto pamiętać.

Na pewno spotkacie się z informacjami, że należy się zaszczepić na choroby, przeciw którym już przecież byliście szczepieni (jak na przykład wymieniony wyżej dur brzuszny czy polio). Niestety muszę Was rozczarować, ale w dzieciństwie nie powiedziano nam całej prawdy: szczepieni przeciw tym chorobom byliśmy faktycznie, ale szczepienia te nie dają odporności na całe życie. Większość z czytających to osób z pewnością już od dawna ponownie jest podatnych na zakażenie, dlatego przed wyjazdem do Afryki tak naprawdę wiele szczepień po prostu odnawiamy.

I kolejna kwestia: musimy się szczepić, czy nie musimy? Poza wspomnianą żółtą febrą wszystkie inne szczepienia są zalecane. Jednak postarajcie się tego zalecenia nie zignorować: jeśli jedziecie choćby nawet do Egiptu czy Tunezji tak naprawdę wjeżdżacie do zupełnie innego obszaru z innymi chorobami niż w Polsce i – co gorsze – innymi warunkami leczenia. Na choroby brudnych rąk jest bardzo łatwo zachorować, więc lepiej dmuchać na zimne. Zwłaszcza, że nawet jeśli się zaszczepimy, to i tak pozostaje cała lista innych badziewi, na które nadal będziemy narażeni :(

Jeśli ktoś z Was przypadkiem wybiera się Rwandy to polecam mój wpis na starym blogu odnośnie przygotowań do takiego wyjazdu.